Ciasto:
– pół litra bulionu, najlepiej warzywnego;
– mąka (najlepiej jest specjalny mix, czyli mąkę z odpowiednimi przyprawami, ale zwykła mąka pszenna też się nadaje)
– 2-3 jajka
– doprawić solą, albo sosem sojowym oraz pieprzem.
Ciasto powinno być ciut rzadsze niż na zwykłe naleśniki!

Do surowego ciasta wrzucamy, co chcemy z poniższych składników:
– poszatkowana kapusta (biała)
– por pokrojony w krążki lub półkrążki
– kukurydza
– krewetki, paluszki krabowe, kawałki kalmarów itp.
– starty ser żółty (z serem są jeszcze bardziej miękkie)
– starta marchewka
– mochi, takie ryżowe gluty, ale nie wiem, czy można je dostać w Polsce, na „surowo” są twarde jak kamień, ale po podgrzaniu robią się miękkie i ciągnące;)

Można wrzucić nawet wszystko – ja przeważnie tak robię;)

Aha, potrzebny jest jeszcze boczek, który kroimy na cieniutkie plasterki i kładziemy po dwa-trzy na rozgrzanej patelni, a dopiero na niego wlewamy porcję ciasta, wtedy naleśniki są bardziej „konkretne”. Naleśniki powinny być grube na około 2 cm, smażymy z jednej strony, a po przewróceniu smarujemy specjalnym sosem do okonomiyaki, który równiez można kupić w sklepach z orientalną żywnością i posypujemy katsuo bushi (wiórki suszonej ryby) oraz wodorostami nori. Tak naprawdę można się obejść bez tych dwóch rzeczy, ale z nimi okonomiyaki są bardziej japońskie;)

Aaaa, zapomniałabym, najlepsze są z majonezem, oczywiście najlepiej japońskim, ma inny smak niż nasz (można go dostać w Kuchniach Świata).

Omlety okazały się gwoździem programu, jednak nie mogę też zapomnieć o pozostałych daniach. Jednym z nich była sałatka z makaronu z rewelacyjnego przepisu Jamiego Oliviera. Ostra, a zarazem orzeźwiająca, po prostu przepyszna. A orzechy nerkowca oblepione miodem i sezamem to mój hit!

Był też oczywiście element mięsny, niestety w ferworze walki kuchennej zapomniałam zrobić mu zdjęcie… Była to karkówka pokrojona w cienkie plasterki (samo mięso, starałam się usunąć wszystkie twardsze błonki) zamarynowana w ketjap manis (słodycz) i sambal oelek (ostrość) z odrobiną sosu sojowego, a na koniec usmażona na dużym ogniu.

Na koniec – surówka z ogórka z octem ryżowym, imbirem, odrobiną chili i sezamem, pasowała idealnie do pozostałych dań.